Kuba kulinarnie

Przygotowując się do wyjazdu, zapytałam znajomej, która mieszkała kilka lat na Kubie, czy może mi polecić jakiś ciekawy kurs kulinarny. Najlepiej wegetariański. W odpowiedzi usłyszałam najpierw głuchą ciszę, a później ironiczne pytanie czy nie chciałabym może lepiej połowić ryb na patyk. Zrozumiałam, że szkoła gotowania i wyszukane jedzenie na Kubie to ekstrawagancja, której na próżno szukać.

Wiedziałam, że zdobycie dobrych produktów, nie tylko spożywczych, od lat jest problemem na Kubie. Czytałam o wegetarianach, którzy karaibskim wakacjom zawdzięczali dietę cud. Nie sądziłam jednak, że jako zwykła turystka, tak boleśnie doświadczę skutków komunizmu, który sama znam tylko z opowiadań.

Z opisaniem kubańskich kulinariów zwlekałam cztery miesiące. Nie chciałam, żeby ten wpis był przepełniony goryczą i odebrany jako jedno wielkie narzekanie. Zwykle podróżuję, żeby kosztować i próbować. Tym razem, jako osoba, która nie je zwierząt, nie tyle nie miałam czego próbować.. byłam zdziwiona, że w tropikalnym miejscu nie mogę kupić świeżych owoców, a za miskę ryżu z marchewką muszę zapłacić 3$. Dlatego ten wpis przybrał formę lakonicznych opisów do zdjęć. Jeśli ktoś chciałby poznać szczegółowe rekomendacje, zapraszam do kontaktu.

Wakacje na Kubie to oczywiście piękne widoki i cudowni ludzie, ale przede wszystkim lekcja pokory i uświadomienie w jakim luksusie żyjemy na co dzień w Europie.

trasa Kuba

Nasz prawie miesięczny pobyt na wyspie zaczeliśmy od Havany. Zatrzymując się w dzielnicy Vedado, niedocenionej przez turystów, a jednocześnie najpiękniejszej, pełnej poamerykańskich willi. Spędziliśmy tam prawie tydzień nie mogąc zrezygnować z codziennych koncertów, imprez i nabijania po 25km na piechotę dziennie w poszukiwaniu czegoś innego do jedzenia niż hot dog albo bułka z kurczakiem.

Autobusami Viazul (państwowa linia, jedna z dwóch, którymi mogą poruszać się turyści) i łączonymi taksówkami (taxi colectivo) zwiedziliśmy:

  • Vinales – dolinę, gdzie uprawia się najlepszy tytoń na świecie. Oprócz wizyty na plantacji, przejechaliśmy konno przez Mogoty (krasowe wzgórza), wyszliśmy w nocy na Los Aquaticos, punktu widokowego i jednocześnie miejsca zamieszkanego przez rodzinę rolników, którzy za jedyną formę leczenia uznają picie górskiej wody. Poznaliśmy smak świeżego Guarabo i trafiliśmy na miejski festyn, gdzie piwo nalewa się z beczkowozu..
  • Cayo Jutias – małą wyspę koralową, którą opływają wody zatoki meksykańskiej. To chyba ostatnie miejsce, gdzie nie ma infrastruktury hotelowej i można delektować się dzikimi plażami. Dojechać należy jedynie samochodem, mogę się założyć, że najbardziej dziurawą drogą na świecie.
  • Cienfuegos – miasteczko tranzytowe, gdzie turyści zostają najwyżej jedną noc. Na szczęście trafiliśmy na wspaniałą parę prowadzącą casa particulares (prywatne kwatery zrzeszone w państwowej sieci – oprócz hotelu, tylko tam turyści mogą nocować), bo pomimo rekomendowanej wcześniej restauracji, doświadczyliśmy jednego z najsłabszych posiłków na Kubie.
  • El Nicho – zapierające dech w piersiach wodospady i oczka wodne, ukryte w górach Topes de Collantes. Dojedziesz tu taxi colectivo, najlepiej w drodze do Trinidadu.
  • Trinidad – kolonialne miasto położone 7 km od Morza Karaibskiego. To tu spędziliśmy o jeden dzień więcej niż zakładaliśmy, pijąc najlepszą pina coladę i wylewając ostatnie poty na rowerach. To również tu zjadłam najlepszy posiłek w restauracji prowadzonej przez Europejczyka, po którym spędziłam długi czas w toalecie. Inny, w restauracji polecanej we wszystkich Lonely Planet i Rough Guide, tak bardzo zły jak bardzo drogi. Ale były też pyszne sprawy, o nich poniżej😊
  • Santiago de Cuba – najbardziej karaibskie z karaibskich miast. Ten opis zyskało dzięki osiadłym tu Haitańczykom i Kreolom. Decyzję o przyjeździe podjęliśmy w ostatniej chwili, długo zastanawiając się czy warto jechać 12 godzin w drogim autobusie na drugi koniec kraju. Było warto, chociażby dla legendarnej Casa de la Trova, w której występowali najwięksi kubańscy muzycy i najlepszych churros.
  • Santa Clara – wracając na wschód wybraliśmy to miejsce dosyć spontanicznie nie oczekując zbyt wiele. Na miejscu okazało się, że to tu skręcane są najlepsze cygara na świecie, a większość z polecanych w przewodnikach restauracji.. zostało zamkniętych.
  • Varadero – chcąc sprawdzić po co, miliony ludzi z całego świata wybierają tę destynację na dwutygodniowe wakacje w murach hotelu, stwierdziliśmy, że dosyć mamy już spania w garażach, środkach transportu i pokojach bez okien. Czas na trzydniowe all inclusive! Przytyłam od samego patrzenia, a tak oszukanych drinków nie piłam nigdzie indziej. Jedzenie za to, w porównaniu z „resztą Kuby” nie było najgorsze, ale czego można się spodziewać po miejscu, które jest tak Kubańskie jak.. nie wiem.. Rzeszów?:)

Powrót do Hawany na ostatnią noc okazał się strzałem w dziesiątkę. Wcześniej poznane miasto inaczej się zwiedza. Wiedzieliśmy, że najlepiej od razu kierować swoje kroki do okienka z pizzą w Starej Hawanie, a znajomy pokazał nam klub, do którego wchodzi się przez londyńską budkę telefoniczną – Jazz Club La Zorra Y El Cuervo. To tam w cenie biletu (10CUC) podają jedno z najmocniejszych mohito w mieście.

 

 

 

 

„Sklep” w StarejHawanie. Rum, szare mydło, paperosy i trochę oleju z beczki. Na te frykasy spoglądają bohaterowie ludu: Che i Fidel.

Stare samochody, to nieodłączny widok każdej kubańskiej ulicy. Choć dziś stanowią już tylko połowę wszystkich aut na wyspie i ich miejsce wypierają chińskie odpowiedniki europejskich marek, wciąż są absolutnie wszędzie. W ponad dwumilionowym mieście trudno jednak znaleźć naprawdę dobrze zaopatrzony targ. Warzywa, które są dostępne, to cebula, pomidory, marchewki, zielenina. Trochę tropikalnych owoców. Wszystko jakby przygnite, lub wręcz przeciwnie, mało dojrzałe. Kubańczycy nie korzystają z pestycydów, wydawałoby się więc, że dysponując potężnymi terenami rolnymi, na ich stołach królują pyszne odmiany. Nic bardziej mylnego. Wiedza i techniczne możliwości uprawy są bardzo ograniczone, a to, co uda się wyhodować, w sporej mierze zostaje wymienione przez rząd z przyjacielskimi krajami np. na paliwo.

Przy ulicy Obispo znajduje się ponad stuletnia cukiernia, w której oprócz wyśmienitych wypieków w typie drożdżówek i pączków, można kupić tort. Każdy wygląda tak samo i jest obowiązkowym elementem rodzinnych uroczystości.

Kokosy na Kubie wcale się są tak często spotykane i tak tanie jak w Azji. Absolutnym hitem okazały się Coco Glace czyli lody śmietankowe, zamrożone w kokosowej skorupie. Cena 2CUC = 2$.

Na wyspie kwitnie handel tak zwany okienkowy. Prawie na każdej ulicy, właściciele lokali na parterze, otwierają swoje małe biznesy, karmiąc lokalesów kawałkami pizzy, lub kanapkami z mięsem. To najlepsza opcja, żeby zjeść tanio, ale dla wegetarian pozostaje jedynie opcja margheritty. Turyści, jeśli tylko zdobędą prawdziwą kubańską walutę CUP (1CUP = 0,03$), mogą w niej płacić. Musisz bowiem wiedzieć, że jako obcokrajowiec możesz oficjalnie kupić tylko CUC (1CUC=1$), ale nie ma zakazu używania CUP. Oczywiście ten zabieg ma na celu płacenie większych rachunków przez turystów i sporo Kubańczyków kręci nosem, jeśli chcesz zapłacić w CUPach.

Drinki. Drinki na bazie rumu to na Kubie jeden z ważniejszych elementów codziennego dnia. Tu rum piją wszyscy i wszędzie. To tu znajduje się pierwsza siedziba Bacardi, to stąd pochodzi Havana Club. Cena litrowej butelki to ok. 20zł (w Polsce ok. 70zł), natomiast trudno szukać tu soków, coca coli, toniku. Oczywiście Kuba wypracowała swoje narodowe odpowiedniki, sprzedawane pod nazwą Ciego Montero, ale jako że znacznie różnią się od oryginalnych, na korzyść tych drugich i są stosunkowo drogie (1 puszka ok. 5-6zł), prawdziwe Kubańskie drinki to ¾ szklanki rumu i ¼ słodkiego dodatku. W prawdziwych, kubańskich lokalach nikt nie bawi się w skrupulatne wyciskanie limonki i mięty. Limonka jest zazwyczaj wyciskana jednym ruchem dłoni, a mięta w postaci całej gałęzi ląduje w wysokiej szklance. Najpopularniejsze mikstury to oczywiście Cuba Libre (coca cola, a raczej Tukola i rum), Ron Collins (rum, syrop cukrowy, limonka, woda gazowana), Canchanchara (rum, miód, limonka, woda gazowana) i Mohito (rum, limonka, mięta, cukier). Uwierzcie, żaden z nich nie przypomina tego, co podają wszędzie indziej na świecie, czyli słodkich i orzeźwiających, kolorowych napojów.

W hawańskiej dzielnicy Vedado, pełnej poamerykańskich popadających w ruinę willi można znaleźć kilka prawdziwych, odrestaurowanych perełek. Jeden posiłęk kosztuje tam tyle, ile zarabia przeciętny Kubańczyk (ok. 30$).

W odrestaurowanej przez UNESCO części Starej Hawany można bez trudu znaleźć kawiarnie w paryskim czy kolonialnym klimacie. W jednej z nich podają pyszną kawę bombon, połączoną z gorącym skondensowanym mlekiem. Przepis pochodzi z hiszpańskiej Walencji, ale na Kubie został wzbogacony o kawałek trzciny cukrowej, którą należy gryźć i wysysać pomiędzy łykami kawy.

Dla wielu, Kuba nierozerwalnie łączy się z postacią Ernesta Hemingwaya. Sama Havana słynie ze szlaku miejsc, w których bywał. Były to oczywiście najczęściej restauracje i kawiarnie, nie stronił bowiem od alkoholu.

Jednym z miejsc, które należy odwiedzić jest historyczna Floridita, gdzie powstała mrożona wersja popularnego dziś drinka Daiquiri No 4. Hemingway mieszkał nieopodal i bywał tu nazbyt często. W lokalu można podziwiać pamiątki po pisarzu. Mieliśmy wyjątkowe szczęście trafiając tu dokładnie w dwusetną rocznicę powstania.

P1110912P1110749

Uliczni sprzedawcy proponują kilka produktów. Smażone w głębokim tłuszczu, słodkie rożki i placki, lub.. cebulę i czosnek.

Powiedzieć, że przemierzyliśmy pół świata w poszukiwaniu nowych smaków to mało. Nasze krokomierze codziennie pokazywały po 25 km. Szukaliśmy jedzenia. Dobrego jedzenia. Próbowaliśmy go znaleźć w niepozornych lokalach, ale też w wykwintnych (jak na tamtejsze warunki) restauracjach polecanych przez najsłynniejsze przewodniki. Niestety. Jeśli nie jesz mięsa, nie zjesz dobrze na Kubie. Nawet pięciogwiazdkowa Paladar Decameron podała makaron z.. papryką i marchewką.

To, co najlepsze znajduje się przypadkiem. W sercu Vedado, przy Calle B, znaleźliśmy mały kram z churrosami. Ten jeden ostatni, który chyba czekał już tylko na nas, okazał się być najlepszą rzeczą, jaką jadłam na Kubie. Cena ok. 10 groszy.

Zdjęcie po prawej to słynna Coppelia, czyli lodziarnia. Kubańczycy stoją w godzinnej kolejce, by się do niej dostać. Dla turystów przygotowana jest budka obok, w której mogą spróbować lodów bez kolejki, za to 25 razy droższych.

W związku z coraz większym otwarciem na świat i uruchomieniem bezpośrednich połączeń z USA (od grudnia 2016) Kuba zmienia się w zastraszającym tempie. Jeśli chcesz doświadczyć jej niewątpliwego uroku lat 50tych, zdecyduj się na przyjazd właśnie teraz. Wieczorem przyjdź do najsłynniejszego hotelu National i zamów Pinacoladę (6$). Obiecuję, tu dzieją się rzeczy magiczne😊 Może nawet spotkasz Beyonce?

IMG_9602.JPG

Hotel Melia Cohiba to pięciogwiazdkowy hotel tuż przy słynnym Maleconie, gdzie warto przyjść na kawę, skorzystać z czystej toalety i bez kolejki kupić kartę do internetu. Tu również można kupić szampon do włosów, lub przewodnik po Kubie, jeśli nagle okaże się, że ten, który specjalnie sprowadzałeś z Wielkiej Brytanii został w samolocie😊

IMG_9611.JPG

Jeśli jednak nie chcesz spędzać czasu w klimatyzowanym hotelu, wyjedź z miasta i wybierz się na kilkudniową wycieczkę do Vinales. Widoki przy śniadaniu niezapomniane.

W drodze do Vinales mija się charakterystyczne dla rejonu Artemisa „brzuchate” palmy i chaty, gdzie leżakuje tytoń.

Śniadania na Kubie najlepiej kupować u swoich landlordów w casa particular. Zapomnij o tym, że przyoszczędzisz na tym posiłku, kupując w sklepie pieczywo, jajka, trochę serka i jakiś sok. Może Cię rozczaruję, ale na Kubie raczej nie ma sklepów.. a jeśli są, to stoi przed nimi kolejka, a walutą są kartki towarowe. Jesteś więc „skazany” na miejsce, w którym się zatrzymałeś. Przez pierwsze 2-3 dni nawet nie przeszkadza ci marchewka w jajecznicy, jakby skiśnięte owoce i odliczone dwa plasterki sera. Problem w tym, że my byliśmy tu ponad trzy tygodnie, a każdy taki secik kosztuje 5$. Zanim jednak zaczniesz głośno narzekać, pamiętaj, że Twój przydział to państwowa „łaska”, a większość Kubańczyków może pomarzyć o tych kilku produktach.

Smażone czipsy z planatów to przystawka, którą, z powodu braku innej opcji wegetariańskiej, kilkukrotnie traktowałam jako danie główne. Zazwyczaj dodawałam do niej sałatkę z kapusty i papryki. Cena: 20zł.

P1110984.JPG

IMG_9620

26 marca, trafiliśmy na uliczną fiestę w Vinales. Jedną z kulinarnych atrakcji był popcorn smażony na kawałku czarnej blachy i piwo, nalewane z.. wielkiego beczkowozu wprost do butelek, które przynosił ze sobą klient. Nie więcej niż trzy metry dalej można było również skorzystać z uroków obwoźnej toalety.

P1120038 — kopia

Wzdłuż całego miasteczka rozstawiły się stragany z jedzeniem i piciem. I tu znów rozczarowanie. W streetfoodowej ofercie królowały wielkie bułki z mięsem.

P1110963.JPG

 

Poszukującym większych wrażeń niż festyn, polecam nocną wspinaczkę z przewodnikiem, wzgórzami Mogotów, do punktu widokowego, skąd oprócz zjawiskowego wschodu słońca, można odwiedzić Los Aquaticos. Rodzinę rolników, którzy wierzą w uzdrawiająca moc tutejszej wody, przez całe życie odrzucając fachową pomoc medyczną.

Los Aquaticos uprawiają kawę, palą ją tradycyjnymi sposobami, by finalnie parzyć w mosiężnym lejku. Spróbowanie takiego naparu to wspaniałe doświadczenie, ale pozostanę wierna kenijskim ziarnom😊

W drodze powrotnej mijaliśmy pola manioku i uprawy najlepszego na świecie tytoniu.

Absolutnym highlightem wyjazdu był napój zwany guarabo. Guarabo to bardzo prosty w przyrządzeniu, orzeźwiający, świeżo wyciśnięty sok z trzciny cukrowej. Po przepuszczeniu łodyg przez praskę i odcedzeniu, napój jest gotowy do spożycia. Najlepiej smakuje z kostkami lodu, po kilkugodzinnej jeździe konnej przez Mogoty.

IMG_9684

Na kubańskie piwa poświęcę jedno zdanie. Otóż są. Cztery. Wszystkie ważone w jednym browarze. Wszystkie smakują bardzo podobnie i kosztują koło 8 złotych.

Cygara na Kubie to temat rzeka i nawet po wizycie na plantacji tytoniu, spotkaniu z właścicielem, który dokładnie opowiedział o procesie produkcji i wizycie w fabryce najlepszych cygar na świecie, nadal nie czuję się nawet w połowie kompetentna, aby opowiadać o ich smaku i jakości. Mogę jedynie powiedzieć, że właściciele plantacji, muszą oddawać 90% zebranego tytoniu w ręce państwa. To z tych 90% powstają cygara, które są eksportowane, ale również dostępne w kubańskich sklepach. Jedynie 10% z całości może stanowić zarobek dla plantatorów.

Wiele osób zadaje pytanie, które cygara są lepsze – te zwijane w górach czy te z fabryki? Otóż, tytoń jest ten sam, a widząc niezwykle wyśrubowane normy jakości fabryk (polegające nie na czystości czy wyborze liści, a „przepuszczalności” zwiniętego cygara), powiedziałabym, że jednak, niestety właśnie te.

I znów smażone banany z surówką. Cena 24zł.

Ciekawym zaskoczeniem były sprzedawane na ulicy w Cienfuegos, biszkoptowe Cappucino. Te rożki mają zanurzone końcówki w miodzie, kosztują złotówkę i naprawdę dają wiele radości😊

Okienka z jedzeniem w Trinidadzie.

Jeśli wszystkie restauracje serwują w zasadzie to samo, a ty kolejny dzień wahasz się pomiędzy pizzą z marchewką, a ryżem z marchewką, na pomoc przychodzą właściciele casy, w której się zatrzymasz. Oprócz wcześniej wspomnianych, średnich śniadań, za 10$ od osoby, przygotują dla Ciebie dwudaniowy obiad z deserem (ok, w Azji za 10$ jesz jak król przez trzy dni, ale starajmy się jednak nie porównywać tych skrajnie różnych miejsc). Plusem takiego rozwiązania jest to, że możesz poprosić o to, na co masz ochotę, a jednocześnie pomagasz rodzinie, u której się zatrzymałeś. Pamiętaj, że większą cześć pieniędzy za nocleg, muszą oddawać państwu, natomiast to, co zarobią gotując dla Ciebie, zostaje w ich kieszeni. W ramach takiego obiadu udało się nam zjeść naprawdę dobrego homara i spróbować wspaniałego flanu, który na Kubie jest chyba najbardziej popularnym deserem.

Jak mówiłam, najlepsze rzeczy tylko z okienka.

Trzy najwyżej oceniane przez turystów restauracje w Trinidadzie, to bardzo skrajne doświadczenia. Taberna La Botija ugościła nas najlepszym, ale i europejskim jedzeniem. Niestety bardzo szybko wylądowało w restauracyjnej toalecie. El Dorado, opisywana jako wspaniała i kolonialna, uraczyła mnie kilogramem przegotowanego ryżu z kawałkami marchewki. A miało być warzywne risotto.

Pierwszy raz w życiu, pizzę z marchewką jadłam w restauracji Giroud. Pomimo mojego pudła, wiem, że spośród wielu dań wypisanych kredą na wielkiej tablicy można wybrać całkiem przyzwoitą kanapkę na ciepło.

Na Kubie problem z jedzeniem jest o tyle istotny, że gdy nie powiadomisz swojego landlorda o chęci wykupienia kolacji, a nie chcesz spędzać czasu w restauracji pełnej turystów, nie pozostaje ci zbyt wiele opcji. Z powodu braku sklepów, lub produktów w tychże, należy brać co jest. Więc jeśli nie nasłuchałeś się w Polsce, od znajomych, którzy najdalej byli nad Bałtykiem, że dotykane, macane i brudne jedzenie może wywołać u Ciebie wszystkie najcięższe choroby, jedz słodycze na ulicy. W Trinidadzie, trafiliśmy na starszego Pana, który na swoim blaszanym wózeczku miał całą produkcję pysznych churrosów, polanych na koniec skondensowanym mlekiem. Cena 1,5 zł. Rewolucje żołądkowe: zero.

 

Na ulicach Trinidadu można znaleźć narożne punkty, gdzie za kilka groszy kupisz świeże owocowe soki. Nalewają je do szklanek wielorazowego użytku, a jak się pewnie spodziewasz, najbliższa wyparzarka jest na Florydzie, więc weź ze sobą swój kubek.

IMG_9981

IMG_0170

Santiago de Cuba. Podróż tutaj trwała 12 godzin autobusem, ale warto było spędzić kilka dni w „najbardziej karaibskim z karaibskich miast”. Jeśli lubisz włóczyć się po klubach z kubańską muzyką, to miejsce dla Ciebie. A kulinarnie? W St. Pauli, o którym dowiedzieliśmy się od spotkanej w Trinidadzie wegetarianki, można zjeść smażone bakłażany z gazpacho! Po trzech tygodniach, cudownie było zjeść coś, co w końcu smakuje, wygląda i może nie jest petardą, ale nie odbiega od dań, które robisz w domu😊

Po skończonych zajęciach, pod szkołę podjeżdża obwoźny sprzedawca ciasteczek, które rodzice kupują swoim dzieciom.

Przykra rzeczywistość Kuby ma swoje odzwierciedlenie w sklepach. Olej i ocet, woda i sos pomidorowy, to głównej produkty. Za szybką można jednak dostrzec kostki rosołowe. Jedno opakowanie kosztuje 6% przeciętnej pensji Kubańczyka.

W Santiago de Cuba bardzo rzadko można spotkać uliczne stragany. Może to za sprawą najwyższych temperatur na wyspie (w końcu niedaleko stąd na Haiti, a przy dobrej pogodzie widać światła Jamajki), może to przez strome uliczki. Jeśli już spotkasz kogoś, kto handluje na ulicy, sprzedaje zazwyczaj czosnek lub kilka sztuk nadpsutych warzyw, albo wodę z kolorowymi sokami.

P1120366

Na wizytę w Muzeum Rumu napaliłam się jeszcze będąc w Polsce. Na miejscu okazało się, że ekspozycja jest dosyć uboga, a i tak wszystkie opisy są tylko po hiszpańsku. Pozostało nam tylko zdegustować… i iść na churrosy.

Słone, okrągłe ciasteczka, sprzedawane w wielkich workach, Kubańczycy podają z masłem jako przystawkę.

A na deser, odbiegające od kulinariów, ale będące obrazem prawdziwej Kuby, zdjęcia z Santiago autorstwa mojego Amigo😊

Kończąc nasz pobyt w Santiago, trafiliśmy na coś, co urzekło mnie niespotkaną wcześniej na Kubie finezją kulinarną. Krewetki zapiekane w cieście naleśnikowym z bananami.

P1120445

W Santa Clarze zatrzymaliśmy się dosyć przypadkiem. Szukając kolacji, okazało się, że kilka z polecanych w przewodnikach miejsc, po prostu się zamknęło. Spróbowaliśmy szczęścia we Florida Center. Według Lonely Planet, najlepszej od ponad dekady restauracji w mieście. Powyższe zdjęcia pokazują stan utensyliów i formę podania posiłku za 10$. Niesamowite, że zostaliśmy we Floridzie dłużej niż zakładaliśmy. Wszystko dzięki niewiarygodnie wzruszającej śpiewaczce, która swoim recitalem próbowała odwrócić uwagę od jedzenia.

IMG_0307

Takich ujęć nie ma zbyt wiele. Nieliczni próbują je robić z ukrycia, jednak nigdy nie wiadomo co może grozić za złamanie przepisów. Zakaz robienia zdjęć w fabryce obowiązuje wszystkich i jest wyraźnie zaznaczony nie tylko przy wejściu do fabryki, ale słyszalny co 5 minut od przewodniczki. Zwiedzanie jest raczej pobieżne, ale w ciągu 30 minut można na własne oczy sprawdzić, że cygara nie są skręcane na jędrnych udach młodych Kubanek, każdy pracownik przeszedł 9 miesięczne szkolenie, zanim zaczął pełnoprawnie skręcać najlepsze cygara na świecie, zarabiając przy tym nie wiele ponad 100zł miesięcznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s