Marrakesz kulinarnie

Marrakesz. Postkolonialne miasto, leżące w północno-zachodniej Afryce u stóp gór Atlas. Dla jednych traumatyczne, hałaśliwe doświadczenie biedy i arabskiego porządku świata, dla innych hipnotyzujące swoimi kolorami i odmiennością milionowe miasto, którego serce bije w tysiącletniej medynie.

Bogate w uliczne stoiska z jedzeniem i luksusowe restauracje schowane w pięknych riadach, jest idealnym miejscem na kilkudniowy wypad szlakiem kulinarnych i kulturowych doznań.

A dla tych, którzy ponad jedzenie stawiają palące słońce i tanie zakupy przepięknych, ręcznie wykonywanych tradycyjnych wyrobów (mosiężne lampy, ceramika, biżuteria, plecione z rafii torby, buty i kaszmirowe szale), to istny raj na ziemi.

Niestety, w związku z uruchomieniem połączenia tanich linii lotniczych i otwarciem muzeum Yves Saint Laurent (który mieszkał w Marrakeszu ponad 20 lat pozostawiając po sobie niewiarygodną posesję z domem i ogrodem), obawiam się, że to osobliwe miasto, które przenosi turystów kilkaset lat wstecz, niedługo stanie się skansenem zalanym chińskimi pamiątkami z europejskimi cenami w tle.

Smaki Maroka: herbata, tajine (przepis znajdziesz tu) i kuskus. Drugie i trzecie zdjęcie przedstawia potrawy w mieście Essaouira. Mam wrażenie, że smaczniejsze i dużo tańsze niż w Marrakeszu.

Cafe de France na głównym placu Jamaa el-Fna to idealne miejsce na nieśpieszne oglądanie życia Berberów. Zaklinacze kobr, treserzy małp to niestety jedna z tutejszych „atrakcji”. Ty możesz jednak wybrać tradycyjny tatuaż z henny lub po prostu wyjść na dach Cafe de France i podziwiać zachód słońca nad Marrakeszem z wierzą głównego Meczetu Księgarzy (Koutoubia Mosque) na horyzoncie.

Municipal Souk to nic innego jak lokalny market, gdzie zaopatrują się mieszkańcy. Pomimo tego, że znajduje się tuż za murem placu Jamaa el-Fna, nie trafia tu zbyt wielu turystów. A szkoda, to właśnie tu oliwki piętrzą się pod sufit (2 zł za dosyć spore pudełko), a miętę można dostać w co najmniej pięciu odmianach.

Z owoców, najczęściej można dostać cytrusy, banany i olbrzymie granaty. Świeżo wyciskany sok z tych ostatnich kosztuje zaledwie 2 zł.

Daktyle w kilkunastu odmianach wystawione na ulicznych straganach są oprócz jednego z głównych składników diety Marokańczyków, nie lada atrakcją turystyczną.

Plac Przypraw (Places des épices) to miejsce, gdzie historia spotyka się z wyrachowaną turystyką. Pośród kobiet mielących liście zielonej herbaty i kopców aromatycznych przypraw znajdziesz klatki z gadami i rękodzieło (pamiętaj o obowiązkowym targowaniu!), co do którego pochodzenia wciąż mam wątpliwości (Chiny?).

Na tym placu od setek lat rozgrywał się handel zwożonymi do miasta przyprawami, a dziś górują nad nim dwie świetne restauracje z widokiem za milion dolarów (NOMAD i Cafe des Epices). Nie bój się słońca, każda z kawiarni na swoim tarasie oferuje ogólnodostępne kapelusze. Zamów więc mrożoną kawę w mikroskopijnej szklaneczce i delektuj się dźwiękiem nawoływania muezzinów do modlitwy. A to wszystko z darmową panoramą gór Atlas.

Uliczne garkuchnie i wielkie taginy to powszechny widok na ulicach Marrakeszu.

Cała zabawa w Marrakeszu zaczyna się po zmierzchu. Kiedy na placu Jamaa el-Fna rozkładają się berberyjskie klany tańcząc, śpiewając i grając na tradycyjnych instrumentach, wtórują im zaklinacze węży, a nad głowami unoszą się kłęby dymu wydobywające się z rozkładanych po zmroku stoisk z ulicznym jedzeniem. Tu nie wiedzą czym jest Sanepid. Tu wszyscy jedzą z tych samych czarkach, opłukiwanych jedynie w plastikowych miskach. Jedzą tymi samymi sztućcami, bez dostępu do bieżącej wody.

Ale co jedzą!

Za 2 zł można zjeść pyszną bułkę z ziemniakami i jajkiem. Jest to absolutny hit tego wyjazdu i w ramach oszczędności zamierzam wprowadzić to danie do domowego menu:)

Za 1 zł można również zamówić czarkę gorącej zupy, wprost z wielkiego kotła. W zupie na pewno jest soczewica, ciecierzyca, pomidory i makaron, ale niestety nie wiele jest w niej smaku. Jest to jednak miejsce, gdzie mieszkańcy Marrakeszu przychodzą z całymi rodzinami. Warto więc być tam z nimi i chłonąć atmosferę.

224

Port i targ rybny w Essaouirze to nowe doznanie, zupełnie inne od tego, którego doświadczyłam w podobnych miejscach Azji, Ameryki czy znanej ze zrównoważonych połowów Skandynawii. Essaouira to jedyne w swoim rodzaju miejsce, gdzie ryby to naprawdę ostatnia deska ratunku dla handlarzy żeby przeżyć. Niektórzy z nich wykładają jedną rybę na ceratę rozłożoną na ziemi, inni liczą na jakikolwiek zarobek mając w dyspozycji wiaderko śledzi.

Dla nas jednak kulinarną atrakcją była zwykła ciecierzyca z odrobiną soli i kuminu, którą podaje się w papierowych rożkach wprost z wielkich garów. Cena dla turysty 2 zł za porcję, dla miejscowego ¼ tej sumy:)

Słodycze  – tym żyje Maroko. Ekstremalnie słodkie i duże drożdżówki spowite miodem, nadziane bakaliami, ubrane w marcepan. Nieprzyzwoicie dobre i tanie. 1 ogromna drożdżówka to koszt ok. 40 groszy.

Cukiernia ze zdjęcia to prawie 100 letnia Patisserie Chez Driss w portowym miasteczku Essaouira położona nad oceanem, niecałe 200 km od Marrakeszu.

Kurs gotowania z wycieczką na pobliski targ to nie lada doświadczenie. Przygotuj się na dopłatę do ustalonej wcześniej ceny. Powszechna praktyka mówi o tym, że kursanci dodatkowo płacą nie tylko za główne składniki, a nawet przyprawy, które trzeba kupić w ciut większej ilości niż jest ona przewidziana do przygotowania posiłku.

Śniadania to w Maroku ważny, ale prosty i przede wszystkim słodki posiłek. Obowiązkowo, oprócz soku ze świeżych pomarańczy i kawy, podaje się różne placki. Jednymi z ciekawszych są naleśniki baghrir (przepis znajdziesz tu).

Na drugim i trzecim zdjęciu taras i dziedziniec naszego riadu Villa Almeria.

Spowite dymem, mroczne na pierwszy rzut oka zakamarki medyny to zazwyczaj miejsca spotkań mieszkańców, którzy grillują swoje posiłki.

Po prawej sklep (Rue Koutoubia) z naturalnymi kosmetykami, przyprawami i lekarstwami medycyny niekonwencjonalnej. Pracujący tu ludzie zapewniają, że ich specyfiki w dwa tygodnie zwalczą wszystkie Twoje dolegliwości.


Poniżej spisałam miejsca, w których spaliśmy, jedliśmy i wypoczywaliśmy, a które możemy polecić z czystym sumieniem. Nie są to jednak jedyne lokalizacje, w których warto być! Szukajcie, odkrywajcie. Wchodźcie do bram i zakamarków próbując jedzenia z przyulicznych prowizorycznych gastronomii. Kupujcie śmiesznie tanie owoce ze straganów i posilajcie się nimi wypoczywając w zaciszu riadów.

Gdzie spać:

Riad Villa Almeria (riad położony jest pomiędzy murami miasta, 10 minut na piechotę od medyny, co daje poczucie spokoju i wytchnienia. Nas zachwycił pięknym basenem na dachu, stylowymi pokojami i dziecińcem jak u sułtana:))

Gdzie jeść:

  • NOMAD i Cafe des Epices na placu Derb Rahba Lakdima (marokańska kuchnia z europejskim przelotem)
  • Earth Cafe, przy Riad Zitoun Lakdim (wegańskie obiady, bardzo duży wybór) stragany na placu Jemaa el-Fna po zmroku (jedzenie za złotówkę)
  • Patisserie des Princes na Passage Prince Moulay Rachid  (szeroki wybór ciasteczek petit fours)
  • Patisserie Anjar na Avenue Hommane Al Fatouaki (szeroki wybór świeżych drożdżówek i ciast)

Najlepszy hammam: Hamman Mouassine przy Rue Sidi el Yamani (coś dla duszy i ciała, niesamowite 500 letnie łaźnie, w których można zażyć oczyszczającego rytuału hammam)

2 uwagi do wpisu “Marrakesz kulinarnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s