Peloponez i Ateny kulinarnie

Jak zaplanować tygodniowe wakacje tak, aby zobaczyć wiele ciekawych miejsc, spróbować różnorodnych dań, a jednocześnie odpocząć i nie zbankrutować? Mam dla Was gotowe rozwiązanie. Zakłada ono krótki lot, wynajem samochodu, noclegi na spokojnej wyspie oraz w urokliwych starożytnych miasteczkach, trasę przez malownicze tereny, a na koniec szalone dni w jednej z ciekawszych europejskich stolic. No i oczywiście całą furę pysznego i zdrowego wegetariańskiego jedzenia. To gdzie jedziemy? Greckie Ateny, Peloponez i wyspa Elafonisos w 7 dni.

grecja trasa

Peloponez traktowany pobłażliwie względem urokliwej Krety czy turystycznej mekki Rodos lub Kos ma jednak wiele do zaoferowania. Więcej niż się spodziewaliśmy! Jest tam spokojnie, dużo taniej niż na wyspach, a jedzenie.. o bogowie!

Spanakopita, choriatiki, gemista, dolmades czy saganaki to tylko kilka przykładów tych dziwnie brzmiących potraw, które nie dość, że wegetariańskie, są dostępne w zasadzie wszędzie, a ich powtórzenie w domu jest dosyć proste.

Ale po kolei.. nasza trasa zakładała pokonanie zaledwie 800 km z lotniska w Atenach do Gythionu, przez Monemvasie do Elafonisos, a stamtąd przez Mykeny do Nauplion i finalnie do centrum Aten.

(adresy noclegów znajdziecie na końcu postu, adresy restauracji w treści). Celem było jak zwykle poznanie nowych ciekawych smaków w pięknych okolicznościach przyrody.

Obraz1

Po ok 3 godzinach drogi samochodem, mijając kanał Koryncki i dalej przez cudowne tereny Peloponezu nasz pierwszy przystanek zaplanowany był w malutkiej miejscowości Gythion. Już tam poczuliśmy, że zapowiada się niezwykły kulinarny tydzień pod szyldem warzywek na ciepło i retsiny.

Podczas moich pierwszych dwóch wizyt na Krecie nie byłam fanką tego greckiego aromatyzowanego wina z domieszką żywicy z sosny alpejskiej. Retsina wydawała mi się cierpka i jakby spleśniała. Dzisiaj zupełnie nie wiem co sobie wtedy myślałam, bo tę piliśmy codziennie. Dobra, kilka razy dziennie:)

W Gythionie pomimo niskiego sezonu (Wielkanoc) większość restauracji była otwarta. Przechadzaliśmy się kilkukrotnie nie mogąc zdecydować się na tę jedyną. Strzał musiał być w dziesiątkę. Byliśmy po całym dniu podróży, a kolejnego dnia wyjeżdżaliśmy dalej. Nie było szans na pomyłkę. No i udało się. Wybraliśmy najzwyklejszą i chyba najstarszą tavernę tuż przy porcie. Zazwyczaj takie niepozorne miejsca okazują się najlepsze! Taverna H Τράτα (Włócznia) serwuje oczywiście owoce morza, ale w karcie znajdziecie również moją ulubioną okrę w pomidorach, pyszny groch i inne wegetariańskie specjały.

Obraz2

Kolejny przystanek w drodze do Elafonisos to Monemvasia. Jeśli ktoś z Was szuka widoków zapierających dech w piersiach bez konieczności wyjazdu w egzotyczne kraje, polecam spędzić chociaż kilka godzin na urokliwym wybrzeżu Morza Mirtejskiego. Monemvasia to wyspa nazywana Gibraltarem Grecji, do której prowadzi wąska grobla. Na wyspie wyglądającej jak potężny głaz, znajduje się miasteczko z kamienia. Doskonałe aby spędzić tu kilka godzin i posmakować wspaniałych deserów 😀 Kawiarnia Enetiko nie dość, że dysponuje nieziemskim tarasem z widokiem na morze, to jeszcze uraczy Was tradycyjnymi greckimi ciastami pełnymi bakalii i miodu. Najlepsze to zdecydowanie Galaktoboureko przygotowane na bazie twarogu i syropu z pomarańczy.

Jeśli nie zostajecie w Monemvasi na noc, musicie zdecydowanie wybrać kto będzie kierowcą, w miasteczku mnóstwo jest bowiem zakamarków, a w wielu z nich degustacje greckiego wina.

Obraz3

30 km dalej na południowy zachód znajduje się malutkie Elafanisos. Nie mylić z plażą Elafonisi na Krecie, która została tak nazwana, bo przypominała właśnie tę przy Peloponezie. Na wyspę dostać można się w kwadrans biorąc prom z Pavlopetri. Czy warto? Poza sezonem są na niej w zasadzie sami mieszkańcy (jakieś 300 osób), plaże wyglądają jak na księżycu, i pomimo tego, że otwarte są cztery restauracje na krzyż, takiego żarcia nie jadłam nigdzie indziej w Grecji.

Obraz4

Kolejnym odkryciem wyjazdu jest niewielka knajpka Spiros Spiridoula (czyli Spirala Spiridouli – greckie imię żeńskie), w której podaje sam właściciel (zakładam, że tylko poza sezonem). Proste dania takie jak gigantes plaki (duża fasola w sosie pomidorowym) czy feta saganaki czyli feta z pieca z pomidorem, ziołami i cebulą podawana na folii aluminiowej to przykłady tego jak z zaledwie kilku składników, ale najwyższej jakości można wyczarować niewiarygodnie pyszne dania.

Obraz5

W Elafonisos, przy promenadzie idącej od miejsca, które pretenduje do bycia portem (w rzeczywistości to jedna budka i betonowy zjazd), do kościółka zbudowanego na grobli wychodzącej w morze, jest takie miejsce, do którego pewnie wielu turystów nie zachodzi. Nazywa się ono Ourania i prowadzi je starszy ojciec z dwoma synami. Restauracja jest brudna, włażą do niej koty, koledzy ojca okupują stoliki w głębi i kurzą papierosy, ale nie zamieniłabym tego doświadczenia na żadne inne. Byliśmy tam kilkukrotnie i to wcale nie dlatego, że jeden z synów sprezentował nam darmową retsinkę. Wracaliśmy, bo swojski klimat tego miejsca i naprawdę pyszne jedzenie (zapiekane bakłażany imam bayildi to totalny sztos!) nie pozwalały nam wybierać innych, bardziej „sterylnych” miejsc.

Obraz6

Z wyspy wyjechaliśmy dzień wcześniej niż zakładaliśmy z powodu pogody. Przed wyjazdem, a raczej wypłynięciem, warto wstąpić do przyportowej śniadaniowni Το Μεγάλο Τηγάνι, czyli Duża Patelnia (połączonej ze sklepem spożywczym, który prowadzi mama właścicielki) i na dalszą drogę kupić pokrojoną spanakopitę czyli ciasto ze szpinakiem i fetą.

Obraz7

Plantacje oliwek i winogron w drodze do Myken. Centrum miasta Nauplion.

Obraz8

Zupa trahana i uliczki Nauplionu.

Wracając na północ w stronę Aten, warto zatrzymać się na dwie godziny w Mykenach i zwiedzić grób Agamemnona, by udać się docelowo do Nauplionu, miasta znanego także pod grecką nazwą Nafplio lub Nafplio. Nauplion to weekendowa baza Ateńczyków, więc jeśli traficie akurat na sobotę lub niedzielę nie zdziwcie się tłumów lokalnych turystów. Nauplion oprócz tego, że jest naprawdę cudnym miastem z piękną starówką posiada również coś, czego się nie spodziewałam.. zupę trahana (przepis tu). Danie, które jest ponoć jednym z najstarszych na wschodzie Śródziemnomorza. I wcale się nie dziwię, jego, a w zasadzie jej głównym składnikiem jest zacierka trahana, mleko i sekretne przyprawy. NIGDY nie jadłam tak dobrej zupy. Tę jedyną znajdziecie w tawernie o nazwie To Omorfo czyli.. „Piękny” 🙂

Obraz9

Wakacje bez lodów i to włoskich to żadne wakacje. Naprawdę pyszne gelato znajdziecie we włoskiej lodziarni połączonej z włoskimi delikatesami o uniwersalnej nazwie Antica Gelateria di Roma.

Obraz10

No i siup jesteśmy w Atenach! Zaledwie po godzince drogi komfortową autostradą. Przyjechałam tu oczywiście zwiedzać największe zabytki tego świata, ale też, powiedzmy to sobie szczerze – dobrze zjeść i nauczyć się czegoś nowego. Poszłam więc do szkoły. Na lekcje greckiego gotowania w The Greek Kitchen. Doświadczenie gotowania z obcymi osobami z całego świata jest nie do opisania. A najlepsze jest to, że później to wszystko z nimi zjadasz!:)  W Atenach jest kilka takich kursów, a ten konkretny polecam z czystym sumieniem. Poprzedzony jest wizytą na pobliskim i największym w Atenach Central Markecie, gdzie otrzymacie solidną dawkę wiedzy o lokalnych składnikach.

Obraz11

Co warto wiedzieć? Że prawdziwa grecka feta nie ma NIC wspólnego z tą sprzedawaną w polskich sklepach w kartonikach. Co więcej, tej należy unikać. Jest przesolona, sztuczna i niesmaczna. Prawdziwa feta jest krucha, dosyć neutralna i twarda. Że liście winogron można zamarynować, ukisić i zrobić z nich ryżowej gołąbki! Albo, że Grecy oprócz soli i pieprzu prawie nie używają przypraw! Smak załatwiają wysokiej jakości składniki i oliwa!

Obraz12

Stoiska na Central Markecie.

Obraz13

W Atenach znajdziecie całą masę greckich restauracji. W każdej z nich roi się od turystów, ceny są w kosmosie, a jedzenie smaczne, ale nie wybitne. Atmosfera bardzo wakacyjna, przeciętne lub dobre, ale drogie wina, wszystkie języki świata i raczej nic poza tym. Jeśli nie chcesz wyjeżdżać poza centrum, a marzy Ci się kolacja przy stoiku na ulicy z obłędnym żarciem, które nie zrujnuje portfela, idź na peryferia Plaki do restauracji Evgenia. To właśnie tam pod arkadkami znaleźliśmy aromatyczną ciecierzycową zupę revithia, nadziewane ryżem z warzywami papryki nazywane yemista no i najlepszą retsinę, której nazwy nie jestem w stanie rozszyfrować z greki, ale na pocieszenie macie zdjęcie butelki:)

Okolice Evgenii to doskonała baza, aby po kolacji udać się do jednego z pubów przy ulicy Voulis. Jest to kameralna okolica jednak pełna azjatyckich barów, drink barów, a przy Nikis 30, tuż za rogiem znajduje się sławne wegańskie bistro Avocado.

Obraz14

Kilka dni w tak dużym i ciekawym mieście to zdecydowanie zbyt mało, żeby spróbować czegoś dobrego w każdym ze znalezionych miejsc, ale jeśli Wy znajdziecie więcej czasu i miejsca w żołądku, polecam Organic Food Market o nazwie 4 Seasons. Mieści się przy ulicy Nikis 30 i w zasadzie jest to bistro ze sklepem ze zdrową żywnością.

A jeśli najdzie Was ochota na falafela (każdego nachodzi na każdym wyjeździe!:), to koniecznie zaglądnijcie do Not Just Falafel przy Romvia 16. Klasyczny falafel już od 3 Euro.

Jest też inny punkt z falafelami  o wdzięcznej nazwie Falafellas przy Aiolou 51, ale ZAWSZE stoi do niego kilkudziesięcioosobowa kolejka.

Obraz15

Długo zastanawialiśmy się gdzie mieszkać w Atenach. Nie chcieliśmy być całkiem w centrum, ale miło byłoby mieć widok na Akropol:) I znów się udało! Dzielnica Pangrati zapewnia spokój, lokalne kawiarnie, w których Ateńczycy nieśpiesznie piją poranną kawę, a wieczorami sączą wino i jedzą tzatziki z prawdziwą sałatką grecką horiatiki (przepis tu). Dodatkowo dzielnica jest położona na wzniesieniu, więc przy wyborze mieszkania na wyższym piętrze widok na piękny Akropol zapewniony!

Obraz16

Ale wracając do centrum Aten, bo to tam pewnie spędzicie jednak większość czasu – fajną przekąską jest pizzetka z punktu o nazwie Smak przy Romvis 21. Nie wiem czy jest to przykład „The Art of Baking” jak to jest napisane przy wejściu, ale pizzetka z serem i truflami wymiata:) Pomimo tego, że jest to typowy street food, w lokalu możecie wygodnie usiąść i odpocząć.

Obraz17

A gdy już zejdziecie z Akropolu, i zmęczonych kusić Was będzie Plaka i jej niezliczone kawiarnie, nie dajcie się zwieść i przez Plac Monastiraki dojdźcie do Placu Iroon, gdzie roi się od świetnych knajpek. Wśród nich znajdziecie sławną Bougatsadiko Thessaloniki, gdzie serwuje się klasyki greckich deserów takich jak jogurt z miodem czy bougatsa czyli ciasto filo nadziewane na wiele sposobów. Chcę Was jednak zaprosić o kawiarni, która mieści się tuż obok na rogu z ulica Karaiskaki, mowa o Serbetospito. To właśnie tam znajdziecie ciasta i desery jakich na próżno szukać gdzie indziej. Uwaga! Porcje są gigantyczne!

Obraz18

Jeśli jednak nie w smak Wam słodycze, po przeciwnej stronie od Karaiskaki, wzdłuż ulicy Miaouli codziennie odbywa się obwoźna sprzedaż lokalnych serów. Możecie tam degustować do woli lub kupić kawałek na później!

Obraz19

Na najbardziej ruchliwej i zakupowej ulicy w centrum, Ermou, znajdują się dwa niepozorne stoiska. Jedno z gorącą kukurydzą, drugie z preclami przekładanymi tapenada oliwkową lub pomidorową lub bakłażanową. Cena śmiesznie niska, zapychają na pół dnia, a smak wyśmienity!

Podsumowując, tygodniowy pobyt na Peloponezie połączony z Atenami to doskonały pomysł na spędzenie aktywnych, ale i spokojnych wakacji pełnych pysznych smaków bez konieczności wydawania wielkich pieniędzy lub korzystania z biur podróży.

Gdzie spaliśmy?

Gytion (Gythio) – Aktaion Hotel (piękny, choć lekko przyprószony upływem czasu) hotel stojący kilka metrów od brzegu zatoki. Cudowne widoki na morze i góry. Parking na ulicy przed hotelem.

Elafonisos – eStella Hotel. Bardziej pensjonat niż hotel, położony tuż przy przystanku promu, 100 metrów od centrum miasteczka. Prywatne miejsce postojowe w cenie.

Nauplion (Nafplio) – Nafplia Hotel. Czysty cichy hotel 500 metrów od starego miasta. Niewiarygodny widok z pokoju na zamek Palamidi. Parking dostępny wzdłuż sąsiedniej ulicy.

Ateny – mnogość hoteli i mieszkań AirBnb pozwala na szeroki wybór. Sugeruję wybór jednej z dzielnic: Pangrati bliżej stadionu Kallimarmaro, Dexameni lub Kolonaki, Koukaki. Dla tych co lubią gwar i szum polecam Plakę. Najlepiej oddać samochód na lotnisku, dojechać do centrum pociągiem lub taxówką, bo z parkowaniem w mieście może być problem:)

 

 

Dodaj komentarz